Na pierwszych zajęciach synek również świetnie się bawił
(szczególnie ucieszyła go ilość różnych pomocy naukowych i zabawek), ale do
czasu. Gdy zobaczył, że musi coś zrobić by dostać grający stawik zrodził się w
nim bunt. Narastał z minuty na minuty i z zadania na zadanie, aż obraził się
doszczętnie. Padł na ziemię i przy każdej próbie zainteresowania go czymś
krzyczał i płakał ze złości. Tak minęły nam ostatnie 20 minut zajęć.
(na filmach zajęcia z ostatniego wtorku)
Pani terapeutka uprzedziła mnie, że na kolejnych może być
podobnie (aczkolwiek nieco krócej). Ale Krzyś nas pozytywnie zaskoczył. To był
tylko jeden taki wybryk, kolejne zajęcia mijają w przyjemnej atmosferze. Synek
czasem jest mocniej rozkojarzony czasem pracuje lepiej, zawsze jednak z żalem
żegna się z „ciocią” i wyczekuje kolejnej wizyty.
Co to jest terapia behawioralna można przeczytać właściwie
wszędzie, ale jak odróżnić tą dobrą od złej? Na to pytanie nasza terapeutka
odpowiedziała prosto – jak dziecko lubi chodzić na zajęcia, to znaczy że są one
korzystne :) Dziecka nie należy tresować jak pieska, warunkować zrób coś to
dostaniesz coś innego, ale należy pokazywać mu, że każda czynność ma określony
czas i kiedyś się kończy (i to widać). W terapii behawioralnej nie chodzi o to
również, by wyuczyć dziecko zachowań warunkujących – coś za coś, ponieważ w
życiu tak się nie da. Dlatego zbieranie punktów, oczekiwanie na nagrodę służy
skupieniu uwagi i przy końcu terapii jest zmniejszane, tak by dziecko nie
potrzebowało bodźca motywującego do wykonania zadania. (Jak źle piszę to
„ciociu” od behawiorki popraw ;) )
Gdzie szukać zajęć które nie zrobią nam z dziecka robota?
Tam, gdzie pracują terapeuci „ze szkoły gdańskiej” lub „warszawskiej” a unikać
południa polski i szkoły „krakowskiej”.
W Gdańsku podejście do terapii jest najbardziej luźne, nie
kara się dzieci, a tylko nagradza. Kraków jest ostrzejsza szkołą, wymagającą i
trzymającą się sztywnych zasad. A Warszawa, jak Warszawa, zawsze misz masz.
Tyle się dowiedziałam. Dla mnie jako mamy ważne jest to, że Krzyś
lubi „ciocię” (nawet ją z tej miłości po nogach całował) i że już widzę, iż
metody się sprawdzają.















































