Święta w tym roku wypadły nam łaciate, jak krówka milka. Na szczęście w miarę spokojne. Krzysiowi po pięciu dniach gorączka spadła, a wysyp krost się skończył. Całe szczęście bo biedak ma je wszędzie – w miejscach typowych i nietypowych. Burchle znalazły miejsce na stopach i dłoniach, szczególnie upodobały sobie miejsce miedzy palcami, były w uszach i nosie, niestety wyskoczyły tez w jamie ustnej i gardle. Te ostatnie utrudniały bardzo sen powodując uciążliwy kaszel i dławienie się. Jednak mimo tak uciążliwego przebiegu ospy – na razie Krzyś przeszedł ospę lepiej od zdrowej siostry. Wirus trącił Kasi móżdżek, a u brata – na razie brak jakichkolwiek niepokojących objawów! Oby już tak zostało!
Jeśli chodzi o ranę na brzuchu po sokach żołądkowych – to ma się już lepiej. Puder okazał się pomocny, choć gdy przekroczyliśmy pewien próg gojenia – nastąpił regres i cała rana się zaogniła. Przypuszczam ze winne wszystkiemu są paciorkowce. W chwili obecnej rana znów „przygasła”, choć nie jestem pewna, czy tak łatwo odpuści.
Na zdjęciu winowajczyni ospy w domu – Kasia – tu pierwszego dnia wysypu. Później miała krost dwa razy tyle, ale to i tak nic, przy talencie Krzysia.
Tutaj Krzyś – w pierwszy i drugi dzień choroby

Pisanka maluje pisankę ;)
Na koniec jeszcze nasze wspólne zdjęcie ze śniadania
Oraz pozowane dzieci z koszykiem
Bidulek, a Kasia jeju jak ona rośnie!Mamo rób sobie częściej zdjęcia z dziećmi.Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńano rośnie, "stara baba" już z niej ;)
OdpowiedzUsuńjeju biedny Kinio :(
OdpowiedzUsuńA Kasia jak zawsze śliczna!!! Zdjęcie z mamą cudowne.
O losie!! Niebieskie ludki!
OdpowiedzUsuńCoś się wam w Wielkanoc na dzieci klimaty malunkowe rzuciły:)
I wiesz co...maaaamoooo, no dlaczego dla towarzystwa nie zrobiłaś sobie takiego awangardowego wielkanocnego mejkapu???:)
Ściskam Was mocno:)