Swoje pierwsze okulary Krzyś nosił ponad dwa lata. Przyszła więc pora na kontrolę wzroku i zmianę wystroju buzi. U okulistki byliśmy już latem, kolejna wizyta odbyła się we wrześniu i październiku. Po tym
całym "procesie badawczym" - dostaliśmy bardzo pozytywną wiadomość.
Synkowi wzrok się poprawia! Pani okulistka była bardzo pozytywnie zaskoczona wynikami, bo jak na wcześniaka, tak skrajnego - wzrok ma na medal! "Plusy" mu się zmniejszyły, astygmatyzm również. Prawdopodobnie nigdy nie będzie zupełnie ok, ale po retinopatii, zawsze widzi się trochę inaczej.
Dostaliśmy nową receptę na okulary ze zmniejszoną korektą, a Krzyś z wielką niecierpliwością czekał na wybór oprawek. Wymarzył sobie grube, zielone. Niestety nie było zielonych, a w grubych wyglądał kiepsko. Udało mi się przekonać go do brązowych, metalowych. W nowych okularkach, synek mi dorósł! Taki poważny się zrobił, gdy okrągłe szkła zmieniły się w prostokątne...
Następna wizyta u okulisty - za pół roku.
Sesje fotograficzną robiłam wczoraj. Cykałam i cykałam, by w tym Krzysiowym szaleństwie zrobić coś nierozmytego. W końcu synek mi pogroził, "starczy mamo" - orzekł.
Na co ja - "dobrze, tylko proszę jedną poważną minę" - no i dostałam :)
![]() |
Krzyś "grozi" mi |
![]() |
Obiecana, pozowana poważna mina |
Na blogu dodałam w lewym słupku, na końcu listy, nową zakładkę - "prace domowe Krzysia" (zapraszam do klikania i oglądania).
Synek sporo lekcji dostaje do
odrobienia i postanowiłam, że upamiętnię ten wysiłek. A jest to
wyczyn bardzo wymagający. Dla Krzysia i dla mamy.
Synka koncentracja istnieje tylko
na chwilę, często nie zacznie jeszcze nic robić, a już by
uciekał. Po tysiąckroć przywołuję jego wzrok na kartkę i na
zadanie które ma wykonać. Myślę że już jakiś stopień
wtajemniczenia w buddyjskiej nirwanie osiągnęłam ;)
Krzyś oczywiście wiele rzeczy
nie umie, dlatego jest mu ciężko się skupić.
Czasem tłumaczę mu coś i
tłumaczę, bez końca. Mam wrażenie że rzucam grochem o ścianę i
tak dzień za dniem. Aż nagle, zupełnie bez zapowiedzi, Krzyś umie
to zrobić. Tak po prostu.
U innych dzieci można zauważyć
proces uczenia się - nie umie, powoli zaczyna rozumieć - i umie. U
synka czegoś takiego nie ma. On umie, lub nie. I już.
Ale bardzo, bardzo mu zależy na
pochwałach, uśmieszkach i plusach. Także po każdym zadaniu
wychwalam go pod niebiosy. Często, nie mogąc się doczekać
nagrody, sam w trakcie pracy wystawia sobie na kartce plusy, tak, że
za jeden szlaczek w sumie wychodzi mu pięć plusów.
Jest też bardzo wrażliwy,
podchodzi wręcz masochistycznie do siebie i mimo, że ja mówię, iż
coś zrobił dobrze i zasłużył na uśmieszek, on woli rysować na
kartce buzię smutną.
Takie wrażenie wywarła na nim
przedszkolna tablica zachowania. Gdy po raz pierwszy dostał smutną
buzię - płakał gdy go odbierałam. Potem wielokrotnie mówił mi,
że dostał "średnią buzię" - i to wszystko mimo, że
prawie zawsze dostaje buzie z uśmieszkiem, a te "negatywne"
nie są częste. On bardzo to przeżywa.
Oj mam z tym problem, by nauczyć
go przyjmować porażki...
![]() |
Z sesji wspólnej - przesyłanie całusów |
![]() |
Kasia bardzo pilnie uczy się od brata |
![]() |
Jednak się kochają :) |
Na koniec wstawiam do obejrzenia opisową ocenę umiejętności Krzysia z przedszkola.

DRUGA STRONA - POWIĘKSZENIE